jo-landia

Odgruzowujemy je powolutku, głaszczemy każdą cegłę, kamień, z namaszczeniem podchodzimy do nadgryzionej
zębem czasu deski, belki czy okucia.
Nie jest naszym zamiarem stworzenie skansenu, ale marzymy o stworzeniu własnego, niepowtarzalnego miejsca,
gdzie chętnie będzie wpadać nasza dzieciarnia z wnukami, nasi przyjaciele.
Gdzie przydomowy warzywniak roztaczać będzie zapach ziół i kopru, gdzie dzieciaki będą mogły biegać na bosaka
(a uwielbiają !) i zrywać owoce prosto z sadu;
gdzie wiejski ogród będzie przypominał moje dzieciństwo z Podlasia, w którym nie zabraknie malwy, niezapominajki,
smagliczki, floksów, goździków brodatych, etc.
Będę zbierała grzyby, robiła przetwory, nalewki, ... a w międzyczasie dekoracje ślubno-weselne, bo bez tego jednak
nie potrafiłabym żyć.

środa, 14 marca 2012

Uroczysko nr 2

Pisałam już o uroczysku nr 1 i nr 3, były zdjęcia, wspominałam również o uroczysku nr 2. Teraz więcej na ten temat.

Najbliżej domku ogrodnika jest uroczy dziki zakątek, zwalone pnie porośnięte mchem, naturalne korytka czekające chyba na moje obsadzenia kwiatowe (?). W jednym wyrosła już całkiem dorodna brzoza. Duże drzewa moczące stopy w małej sadzawce - czy tak umiłowały kąpiel, że czekają żeby zamoczyć się głębiej? Wątpię, niemniej chyba grzebniemy jakąś łychą by tę kałużę choć trochę pogłębić.










na drugim planie staw duży - uroczysko nr 3




Już wyobrażam siebie na ławeczce z książką w dłoni na tej zielono-kwiatowej wyspie, z okalającej ją łąki wdycham zapach świeżo skoszonej trawy, z sąsiedzkiego pola dobiega śpiew skowronka, zatrzymał się wysoko na niebie, nieruchomieje i wyśpiewuje swoje trele ...  i ja nieruchomieję ... Chwilo trwaj.

W ubiegłe lato, tak jak uroczysko przy wierzbach (nr 1), "wyspa" była niedostępna, wokół otaczał ją przepastny mur z pokrzyw, dzikich malin i in. chwaściorów, dżungla nie do pokonania. Czy uda nam się odsłonić tę samotnię? Na chwilę obecną mogę Wam pokazać to miejsce, bo chwaściory to suche bezlistne badyle, ale czy starczy nam sił i determinacji na walkę z nieokiełznaną naturą by uroczysko cieszyło latem? Piętrzą nam się pilne prace do wykonania!

Zdaję sobie sprawę, że nawet jeśli uporządkujemy tę miejscówkę, to ulegnie ona z czasem naturalnej degradacji, takie prawa przyrody, ale będzie to kolejne wyzwanie do zagospodarowania. Nuda z całą pewnością nam nie zagraża.

Kilka innych ujęć z siedliska:
staw po roztopach


I tydzień później:


Głóg na miedzy. Samotne drzewa w polu mają dla mnie jakieś metafizyczne znaczenie, nie wiem, czy to z powodu nostalgii za dzieciństwem (urodziłam się na podlaskiej wsi, obrazy z tego okresu są w mej pamięci bardzo wyraźne i stale żywe)?



No i na zakończenie akcent wiosenny z siedliska - nieśmiało wychylające białe czapeczki przebiśniegów, tylko ta kępka, bo pozostałe wypuszczają dopiero zielone pędy.



Ale nie wszystko jest takie piękne - tak wygląda nasze ekoszambo, które nota bene razu jednego zamarzło (po mrozach dodam dla jasności).


na drugim planie uroczysko nr 2

Zobaczymy co wymyślą spece, bo sołtys reklamował (jemu także zamarzło), chyba za płytko wkopany krąg, ale musimy poczekać na werdykt kompetentnych. Jeszcze nie mamy koncepcji, jak to szkaradztwo zamaskować, jakiś skalniak wokół kręgu, ale co dalej? Na wsi skalniak musi być i tak jakiś bardziej swojski, nieprawdaż? Jeśli ktoś ma jakieś pomysły będę bardzo wdzięczna.

Dziękuję za miłe komentarze, cieszę się, że tu zaglądacie i pozostawiacie po sobie ślad, na lekkich skrzydłach fruniemy znów do roboty na nasze siedlisko, które, mam nadzieję, pięknieje z miesiąca na miesiąc i że nie jest to wytworem mojej chorej imaginacji. Czasami mam wątpliwości - czy jesteśmy normalni? Upodobanie rudery, starych desek, tynków, cegły ... słyszałam, że niektórzy brzydzą się staroci i nigdy, przenigdy nie zamieszkaliby w takiej starej chałupie.
Tym bardziej miło, że są tacy, którzy trzymają za nas kciuki, wspierają nas, pomagają i doceniają włożony trud. Dziękuję, że jesteście z nami na blogu.
Nadchodzi trudny okres tytanicznej pracy, wiadomo wiosna - czas porządkowania ogrodu, wysiewu, pielęgnacji ... potrzebuję porządnego kopa na rozpęd, bo jakaś rozbita jestem, niepozbierana, ospała, dziś cały dzień boli mnie głowa, choć rzadko zdarza mi się ... A na Mazurach słoneczko, po co było przyjeżdżać do tej wawki?
Uściski ślę
jolanda

8 komentarzy:

  1. Myślę, że Ci, którzy nie szanują staroci, nie są normalni. Odkąd mieszkamy na wsi, poprzez bloga poznałam mnóstwo ludzi, którzy starocie kochają i tak jak Wy "głaszczą każdą cegłę", więc na pewno nie jesteście sami.

    Uroczyska urocze ;-) wokół Wonnego Wzgórza też pełno jest takich miejsc, rozlewisk, stawów, strumieni, większych kałuży...

    OdpowiedzUsuń
  2. Uroczo jest u Was. Też jestem z tych "nienormalnych". U mnie nie ma zapierających dech widoków, ale staw zdziczały jest, pełen ptactwa wszelakiego i las, a w nim zwierzyna płowa i nie tylko. Cieszę się na wiosnę, choć jej oznak jeszcze nie widać. Serdecznie pozdrawiam i trzymam kciuki za siły do działania

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne miejsce... Piękne siedlisko! Będę kibicować i mocno trzymać kciuki, szczególnie, że my też jesteśmy na wykończeniu naszego gniazda :))) I dzięki za kopa w tyłek, odblokowałam się, chociaż częściowo :) Pozdrawiam!!

    PS: Uwielbiam takie widoki, bardzo mi ich brakuje tutaj za granicą, chociaż irlandzkie też są niczego sobie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jolano, i mnie ręce opadają i jakoś sił brakuje, jak sobie pomyślę o ogromie prac czekających, ale jeśli nawet coś się nie zrobi, to poczeka. Tak czekamy na tę wiosnę, zieloną trawę, a zapominamy, że trzeba za chwilę kosiarę w ręce ująć i kosić, kosić, kosić ... i wtedy tęsknię za zimą ... bo trawa nie rośnie. Dobry pomysł z tym grzebnięciem łychą "oczka wodnego", może jakieś ryby się rozmnożą, i posiedzieć można nad wodą i stopy pomoczyć, trzymam kciuki za powodzenie w dalszych remontach, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście JOLANDO miało być, przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  6. tak tak Jolu! prac czeka nas mnóstwo..ale kiedy tylko słońce błysnie , rosliny zaczną rosnąć, zazieleni się to i lzej będzie i radośniej pracować. Bo te nasze wioski to nasze antydepresanty, lek na wszystkie stresy i żale! pozdrawiam ciepło i wytrwałości życzę:) S.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale cudowny blog ! szukalam od dawna blogow o tematyce mazurskiej lub wiejskiej (ta nostalgia...) i po odrzuceniu chyba 20 nudnych jak flaki z olejem wpadlam do Pani Pani Jolando:)))

    z checia bede wracac, piekne zdjecia, tesknie za mazurami a tu 5000 km dalej :(

    pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń