jo-landia

Odgruzowujemy je powolutku, głaszczemy każdą cegłę, kamień, z namaszczeniem podchodzimy do nadgryzionej
zębem czasu deski, belki czy okucia.
Nie jest naszym zamiarem stworzenie skansenu, ale marzymy o stworzeniu własnego, niepowtarzalnego miejsca,
gdzie chętnie będzie wpadać nasza dzieciarnia z wnukami, nasi przyjaciele.
Gdzie przydomowy warzywniak roztaczać będzie zapach ziół i kopru, gdzie dzieciaki będą mogły biegać na bosaka
(a uwielbiają !) i zrywać owoce prosto z sadu;
gdzie wiejski ogród będzie przypominał moje dzieciństwo z Podlasia, w którym nie zabraknie malwy, niezapominajki,
smagliczki, floksów, goździków brodatych, etc.
Będę zbierała grzyby, robiła przetwory, nalewki, ... a w międzyczasie dekoracje ślubno-weselne, bo bez tego jednak
nie potrafiłabym żyć.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Hity z warzywnika sezonu 2016 i inne wieści

Kochani - dziękuję za słowa uznania i komentarze pod ostatnim postem. Miło, bardzo miło.

Ostatnio dopadło mnie lenistwo, no cóż, listopad to najgorszy miesiąc roku. Niby nie deprecha, ale jakieś wypalenie i brak energii. Niemniej jak choć na kilka godzin słoneczko wyjrzy na świat, od razu chce się żyć i ganiam po polu bratając się z wiatrem. Jeszcze nie wszystkie prace ogrodowe za mną, bo w ostatnim tygodniu nie dało się wyjść, mokro, ciemno i ogólnie wszystkie członki ciała bez oznak życia.

Hity - oczywiście warzywa solone i suszone, czyli tzw. vegeta, to było wcześniej - klik
Do solonej wpakowałam wszystkie zbędne patisony i cukinię (lekko odciskałam z nadmiaru soku), nać selera, pietruszki, bo przecież szkoda witamin wyrzucić na kompost.

Zafascynował mnie i moją rodzinę olej ziołowy, o którym kiedyś czytałam na blogu Kasi Bellingham, choć nie bardzo mogłam znaleźć, bo nie wiedziałam czy pisała na FB, czy na blogu.
Cała tajemnica tkwi w zblendowanej bazylii i rozdrobnionych ziołach. Olej mieszałam z oliwą, chyba na 5 l oleju rzepakowego, dałam 2 l oliwy. Posiekane zioła (tymianek, rozmaryn, oregano, majeranek, trochę szałwii) i zblendowaną bazylię zalałam mieszanką oleju, część zrobiłam z posiekanym czosnkiem i chili. Stało to w domku chyba ze 3 tygodnie, zanim przecedziłam i rozlałam do ciemnych butelek.
W przyszłym sezonie będę robić na bieżąco i zrobię zapas na całą zimę na 4 domy (3 synowe + dom w stolicy) i na mazurskie siedlisko przecież też. Jest smaczny i bardzo aromatyczny, do maczania pieczywa, do sałaty, pomidorów, do smażenia mi szkoda, bo zapasów wcale dużo nie ma.
Te na zdjęciu raczej do ozdoby, choć też są aromatyczne, ale nie aż tak. Kwiaty nasturcji w oleju całkiem dobrze się trzymają, ale zioła nie mogą wystawać ponad poziom oleju, bo zaczną pleśnieć.




Drugi hit to kapary z nasion nasturcji, naprawdę świetne, dość ostre, tylko następnym razem muszę dłużej pogotować, bo jak dla mnie ciut za twarde. Przepis w przyszłym sezonie, bo na obecną chwilę, to przysłowiowa musztarda po obiedzie.


W międzyczasie powstały wianki, trochę naskładałam się tych puzli - z miechunki, przekwitłych kwiatostanów klematisa i klonowych liści.




Jeszcze w zeszłym tygodniu stał rumian w misie.



A w piątek po południu najpierw się przeraziłam, a później oniemiałam z zachwytu. Z Domku Ogrodnika wyszłam na chwilę i wyjrzałam na las, który mamy w najbliższym sąsiedztwie siedliska. Przebijająca się przez drzewa czerwień wyglądała na ogień. Pobiegłam za stodołę z duszą na ramieniu, ale okazało się, że to ogień, ale zachodzącego słońca. Spektakl trwał krótko, chyba z 10 minut, ale naładował mnie niesłychaną energią. Dzięki takim chwilom czarny listopad jawi się jakiś barwniejszy i przyjemniejszy.


Dziękuję, że zaglądacie na nasze siedlisko.
Do następnego posta, pa.

niedziela, 16 października 2016

Wspomnienie naszej sesji do Werandy Country



Kochani,
jako, że zapewne nie wszystkim kibicującym naszemu siedlisku, udało się obejrzeć sesję w Werandzie Country, a że foty są w sieci na stronie WC (uwielbiam ten skrót), to pozwoliłam sobie skopiować do mojego bloga.

Sesja odbyła się w ub. roku, właściwie poza nową budowlą na zarysie starej obory, z której została tylko jedna kamienna ściana, a teraz jest przestronna, otwarta wiata, niewiele się zmieniło. Może trochę w ogrodzie.
Wiata z letnią kuchnią i miejscem biesiadnym z ogniskiem jeszcze nie zaaranżowana docelowo, ale bardzo się w sezonie letnim sprawdziła, bo wiadomo, że w domu tylko się śpi, a całe życie wakacyjne toczy się na zewnątrz.

Miło powspominać ten czas. Ktoś nas odnalazł, zauważył wkład naszej pracy i poczuł klimat, który tu odnaleźliśmy; bo ten klimat tu był, stworzyli go ludzie, którzy wybudowali to siedlisko, pokochali te mazurskie pejzaże, odludzie, obcowanie z naturą. Historia zaczęła się najprawdopodobniej od 1906 roku, bo znaleźliśmy szczątki gazety w jęz. niemieckim z datą majową.

Łazikując po okolicy często bywam na dwóch okolicznych ruinach siedlisk, przecudowne miejsca, zapewne ukochane przez byłych mieszkańców, ale zostały tylko szczątki murów. Wracając z takiej wycieczki raduje się me serce, że my jednak nie pozwoliliśmy popaść w ruinę naszemu gospodarstwu. W ostatnim momencie.
Z perspektywy tych pięciu lat, jak oglądamy zdjęcia z pierwszych dni bywania tu, zastanawiamy się, co nami kierowało, bo na pewno nie zdrowy rozsądek. To była totalna ruina. Patrzyliśmy na to chyba oczami wyobraźni.

Czas sesji do WC to było kilka wspaniałych dni, spędzonych w cudownej atmosferze ze wspaniałymi ludźmi. Wiąże się z tym kilka zabawnych historii, a jakże. Ale o tym może innym razem.

I jeszcze jedno - mamy wspaniałych sąsiadów. Oni pomagali nam w pracach wykończeniowych, robili meble, ja z Agnieszką rzeźbiłam w starych rupciach, malowałyśmy, woskowałyśmy, dzięki niej wiele się nauczyłam, choćby obsługi wiertarki, szlifierki kątowej, etc. Paweł projektował ganek, wiatę, bo jest architektem i stolarzem z zamiłowania. Kochani.


ganek Starej Chaty; pies sąsiadów

Pod naszą lipą z kapliczką dziękczynną

Mój ukochany Domek Ogrodnika - tu mieszkam, prawie całorocznie

Tort bezowy obowiązkowo w letnim menu

olbrzymia stodoła - duma i królestwo mojego męża

ganek Starej Chaty

Wnętrza Starej Chaty, bo tak zwyczajowo się o niej mówi.
Kuchnia, serce domu :)

część kuchenna z westfalką







Jadalnia przy kuchni



widok z jadalni na kuchnię; piecokominek, który wykonał mój mąż :)
Pozostałe wnętrza






Łazienka



W moim Domku Ogrodnika sesji nie było, nie wiem, a jak tak ukochałam ten swój domek.

Kilka fotek aktualnych.
Czernidłak kołpakowaty - wyguglała, to wie. Jadalny, ale już skoszony, może i dobrze, bo mogę być tu z Wami, ha, ha.




Panu Łubinowi to się coś chyba pomyliło

ostatnie dalie, zerwane przed przymrozkiem
Fasolki szparagowej też już nie ma, ale mogę Was kochani poczęstować fasolką łuskaną z rukolą, lubczykiem, natką pietruszki ...




tego w menu nie ma już dawno


 







Dyniom trzeba było palić w piecu, co by się im skórka podsuszyła ...
Nie ważyliśmy tych dyń, ale kilka barrrrrrrdzo dorodnych. Po to, żeby rozdawać.
Patisony np. miałam białe, zielone, żółte, bo MUSZĘ mieć wsie kolory, bo one takie ładne. Chore, ale ja tak mam. I stale  robotę.
 

.

Zmykam.

Wszystkiego dobrego.
 

poniedziałek, 10 października 2016

Mazurski magiel florystyczny - część 3 i wnętrze naszej bawialni zw. wiatą


I ostatnia - cieszycie się ?
 
Forma w naczyniu z odzysku - aranżacja wnętrza
- zastosowanie roślin z siedliska, w tym przekwitłych i obumarłych !!!
 
Prowadzenie seminarium Monika Bębenek z Magdą Birulą Białynicką z opolskiej Szkoły Florystycznej .
Fotograf - klik
 












I aranżacje kwiatowe w naszej bawialni zw. wiatą.
Tu w całej okazałości, choć oczywiście jeszcze nie urządzona, może w przyszłym sezonie. Bardzo brakuje dużego stołu biesiadnego.
Ale jest ława, którą mąż zrobił ino mig, bo on lubi szybkie efekty (kto nie lubi, ha, ha), moje ostatnie słowo, czyli malowanie. Pomalowałam cały drink bar, oczywiście z odzysku, straszna boazeria, ale wyszedł OK. Lada i nawet stołki pieńki, które przy ogniskowych pufach służą za osobiste stoliki. Najpierw biały suchy pędzel. następnie impregnat (cała drewniana konstrukcja wiaty była nim traktowana), brązowy wosk do drewna i ostatnia powłoka tea ligts, a że było b. gorąco to wosk idealnie się rozprowadzał. Boazeria drink baru to był koszmar. Nota bene wrócił z podróży, z Taorminy na Sycylii (perła M. Śródziemnego !!), z jakiegoś eventu - no to przygarnęliśmy, co miał się zmarnować.
Oto nasza wiata od środka.










Jeszcze foty z zielnika, bo je b. lubię.






I zdjęcia wśród moich dyń, zrobione cichaczem, bo o tych kadrach nie miałam pojęcia, ale się wydało kto w szkodę wlazł :)





Pa Kochani, dobranoc.

To już koniec Magla, bo niektórych chyba znużył temat.