jo-landia

Odgruzowujemy je powolutku, głaszczemy każdą cegłę, kamień, z namaszczeniem podchodzimy do nadgryzionej
zębem czasu deski, belki czy okucia.
Nie jest naszym zamiarem stworzenie skansenu, ale marzymy o stworzeniu własnego, niepowtarzalnego miejsca,
gdzie chętnie będzie wpadać nasza dzieciarnia z wnukami, nasi przyjaciele.
Gdzie przydomowy warzywniak roztaczać będzie zapach ziół i kopru, gdzie dzieciaki będą mogły biegać na bosaka
(a uwielbiają !) i zrywać owoce prosto z sadu;
gdzie wiejski ogród będzie przypominał moje dzieciństwo z Podlasia, w którym nie zabraknie malwy, niezapominajki,
smagliczki, floksów, goździków brodatych, etc.
Będę zbierała grzyby, robiła przetwory, nalewki, ... a w międzyczasie dekoracje ślubno-weselne, bo bez tego jednak
nie potrafiłabym żyć.

poniedziałek, 5 listopada 2012

Jeszcze październik

Październik szybko minął, za szybko, ale może dobrze?

W starej chacie remont trwa - zdjęcia później, bo jakoś nie zrobiłam.

Ogród jeszcze nie uporządkowany, poza warzywniakiem, który właśnie dziś orał mąż, ale nie widziałam, zajęłam się obiadem i nie wiadomo kiedy ciemności nastały. Robiłam "szczury", tak je nazywamy w rodzinie, wiem, wiem, że bardzo nieładnie ... ale są przepyszne. Ciasto na kluski śląskie, nadzienie z mięsa rosołowego (+ warzywa z kapustką włoską) z przysmażoną cebulką. Kluchy - szczury są ogromne, płaskie, okraszone również przysmażoną cebulką. Zawsze gotuję jak dla pułku. Dla najmłodszej synowej śląskie bez nadzienia, bo mama karmiąca i nie je kapusty, cebuli.

Ogród warzywny powiększamy, no cóż, uczymy się uprawy ziemi i jakoś ciągle za mało wszystkiego.

Dyń też mogłoby być więcej, bo chętnych na nią było. Cukinia i dynia  to moje tegoroczne odkrycie.
Zrobiłam z tego warzywa b. dużo przetworów, zupa krem z dyni to jesienny hicior (wg przepisu Anety Kręglickiej). Ostatnio dwa razy w tygodniu w jadłospisie.

Śladami Maszki powstało solone warzywko własnej produkcji z własnych warzyw - marchew, pietruszka, seler, por, cebula, papryka, kapusta włoska, natka selera i pietruszki. Dla mamy maluszka bez papryki, cebuli i kapusty, rzecz jasna. Jedyna tajemnica to 20 dkg soli (najlepiej morskiej) na każdy kg jarzyn.
Jest wspaniałe do wszystkich gotowanych potraw.





Czy dacie wiarę, że syrop z czarnego bzu zrobiłam 16 października?  Z wrześniowego zbioru miałam 70 dkg, bo nie trafiłam w czasie. Piękny, dorodny krzak był przy wierzbach, nad stawem przy wjeździe, ale ... w jednym z pni miały gniazdo szerszenie i skutecznie mnie odstraszały. Aż pewnego zimnego popołudnia, jakoś niemrawo się ruszały, za to ja dostałam spida i do kosza trafiło 3,20 kg tego leczniczego owocu. Nawet były gałązki z zielonymi owocami, oczywiście tylko pozują do zdjęcia.
Gniazdo szerszeni  zlikwidowane.



Jeszcze suszyły się zioła, część aromatów już uwięzionych w słojach.








Karczochy już uschły, ale prezentowały się wspaniale, nieprawdaż?


I podgrzybek wyrastający z szyszki, który z żalem wyląduje w wigilijnym barszczu:


Westchnienie tęskne za letnią świeżą lawendą:





Kobea dała mi tego lata i jesienią wiele radości, rosła bardzo bujnie, wspaniale zdobiła ceglany mur, miała mnóstwo kwiatów, duża część pąków nie zdążyła zakwitnąć, bo  właśnie ją zmroziło. Wielką niespodzianką okazały się jej nasienniki, które wyglądają jak duże żołędzie, bardzo dekoracyjne, oczywiście wykorzystałam je do wianków na Wszystkich Świętych. Jeśli kogoś interesują aranżacje kwiatowe wianków klik






Musieliśmy wyciąć jesion przy murze, w zeszłym roku szukaliśmy pomocy by go ratować, teraz zagrażał już bezpieczeństwu nie tylko zabudowaniom. Szkoda wielka i wielką pustką bije po oczach z tego miejsca.







Nowy inwentarz żywy gospodarstwa - mandarynki:



To by było na tyle październikowych nowinek.
Z nadzieję na rychłe spotkanie
jolanda




56 komentarzy:

  1. Ależ piękne zdjęcia zrobiłaś...ślicznie tam u Ciebie:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak robisz te solone warzywa? Podaj przepis, może uda mi się jeszcze zrobic. Pozdrawiam serdecznie Danka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dana,
      dlatego podałam linka do Maszki, ale voila:

      WARZYWA SOLONE
      - marchew
      - seler
      - pietruszka
      - cebula
      - kolorowa papryka
      - nać pietruszki
      - nać selera
      - por
      - kapusta włoska
      Mniej więcej po 1 kg wszystkiego, nie ważyłam natki pietruszki i selera, ale dałam tego naprawdę dużo, mieliłam w maszynce do mięsa, oprócz natek, które posiekałam. Na każdy 1 kg mieszanki 0,20 dkg soli morskiej. Wymieszać, trochę sosu odlałam, jak Maszka, upchać do słoików, ja na wierzch dałam łyżkę stołową oleju. Celofan pod pokrywkę, chyba chodzi o sól, która powoduje rdzę. Nie musi być przechowywane w lodówce ani w chłodku.

      Przyprawiać potrawy przed soleniem bądź spłukać na sitku, żeby warzywa były mniej słone.

      Można zrobić podobną przyprawę z warzyw suszonych.

      Ja jestem ją zachwycona, bo zdrowa, z ekologicznej własnej uprawy, wygodna w użyciu i ładnie wygląda.
      Smacznego.

      Usuń
  3. Pięknie i swojsko. Solone warzywa robiła moja mama. Potem od razu dawała je do zupki. Smacznego. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Warzywa solone robiły moja babcia i mama, ja jakoś o tym sposobie zapomniałam. Ale nabrałam ochoty, pewnie zrobię, bo mam jeszcze warzywa jędrne w ogrodzie. Wczoraj była zupa krem z buraków ćwikłowych. Dynie i cukinie mamy odkąd mamy ogródek warzywny. Mąż jest dyniojadem. Przechowują się nam dyniowate super dobrze w piwnicy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kremu z buraków nie jadłam, ale zaintrygowałaś mnie. U mnie dyń miałam b. dużo, ale więcej amatorów niż dyń, jak się okazało. Mam też jeszcze jedną sztukę w piwnicy.
      Jak masz warzywka to zrób, bo to przede wszystkim wygoda.
      Serdeczności

      Usuń
  5. Dobrze jesteś na zimę we wszelkie przetwory, suszone zioła oraz grzyby zaopatrzona.Stoją teraz w pięknie "ubranych" słoiczkach. Pracy jednak miałaś przy tym sporo. Lawendowe kubeczki ślicznie wyglądają. Inwentarz żywy w stawie jest śliczny. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Giga gwoli jasności - nie ubierałam wszystkich słoiczków, bo aż tak pracowita to nie jestem, poza tym piwnica prawdziwa, przynajmniej tak myślę, o sporej wilgotności i zdarzało się, że naklejki pleśniały.
      Niemniej sporo słoików etykietowałam, bo jestem zapominalska, raz już małe buraczki poszły do kompotu zamiast śliwek.
      Również pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  6. Mam dla ciebie niespodziankę. Wpadnij na mojego bloga. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 3xl kurczę, co ja mam począć?
      Bardzo, bardzo Ci dziękuję za wyróżnienie, to już chyba drugie od Cię, jest mi szalenie miło, ale jakoś nie czuję tej zabawy, może za stara jestem ... sorry, tak generalnie czuję się całkiem młodo ... zaglądam na blogi, mam wiele ulubionych, widać to też na pasku bocznym, czerpię garściami inspiracje, staram się komentować ...
      Wiesz, że Cię bardzo lubię, z ciekawością zaglądam, choć nie zawsze zostawiam ślad; Twoje posty często mnie rozbrajają, bo są dowcipne, robisz klmatyczne zdjęcia ...
      Naprawdę nie chcę Ci robić przykrości ... dlatego jak będziesz miał kiedyś dosyć pieskiego miejskiego życia weź plecak i aparat i dawaj do nas na Mazury :)

      Usuń
  7. Ależ skarby!!! te zapasy to prawdziwe cuda, nie tylko że własne to jeszcze jak pięknie "zapakowane" kobei bardzo szkoda, znam ten ból, kiedy już jest taka piękna że "ach i och" to przychodzi mróz...
    Co dolegało jesionowi?
    A państwo mandarynkowe to twoja własność?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem szalona, garderoba przetworów jest na pewno skromniejsza od mojej ...

      Siedlisko kupiliśmy w lutym ub. roku, jesion latem wyglądał b. mizernie, myśleliśmy, że może podmarzł, ale tego lata było jeszcze gorzej, spadały suche gałęzie, okazało się, że duże konary są obumarłe, zagrażał bezpieczeństwu, tym bardziej, że u nas często bardzo wieje. Dostaliśmy zgodę na wycięcie. Na Mazurach dużo jesionów jest chorych, podobno to choroba korzeni, ale nie wiem, bo nasz jesion nie był de facto diagnozowany.

      Kobea była cudna a sąsiedztwo wilca nie było najszczęśliwsze. Ona jest problematyczna w uprawie, bo potrzebuje dłuższego lata by w pełni rozkwitnąć; w wawce miałam ją wielokrotnie, ale rzadko kwitła, raz pierwsze kwiaty ukazały się w listopadzie ...

      Mandarynki, szczególnie ON - piękne. Szalony pomysł mojego męża. Obawiamy się o lisa i ptaki drapieżne. A wiesz jak dzisiaj zripostował mój małżonek moje obawy? Przecież dzikie kaczki jakoś sobie radzą, to i one dadzą sobie radę, no, trochę im pomożemy.

      Gwenaelle - musimy Cię odwiedzić, mój mąż (!!!!) ciekawy oranżerii, ale póki co to bezterminowo, niemniej miej się na baczności.

      Buziaki

      Usuń
    2. U mnie jesiony cierpią z powodu opieńki ale i jakieś grzyby je męczą. Cierpią z okazji suszy i niskiego stanu wód gr. Szkoda drzewa ale czasem i tak musi być.

      Kaczuchy są bombowe! ale faktycznie będą potrzebować wsparcia.
      Zazdraszczam pozytywnie ale mi muszą dzikusy na stawach wystarczyć ;) bo damesa lisica co u mnie mieszka, by mi je pewnie zjadła.

      Zapraszam i z mężem. Na oglądanie oranż to najlepiej w ciepłych miesiącach niestety, bo w zimie to pustka w środku. Niestety w końcu października było u nas przy gruncie -16 w oranż rośliny pomarzły i sezon się skończył o miesiąc wcześniej ;(

      Usuń
  8. Ależ cuda tu widzę, dlaczego tak rzadko tu zaglądałam, naprawdę nie wiem... muszę się poprawić... Kobea cudowna... muszę sobie taką sprawić u siebie, naprawę szkoda jej....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj popraw się, popraw.

      Dzięki.

      Uwielbiam Twój domek z banerka i nie tylko.

      Usuń
  9. Zawsze czekam na Twój wpis. Twoje Mazury jeszcze takie żywe ,a u mnie już szarawo, cicho, jesiennie bardzo i Kaczorówka zasypana igłami. Koniecznie trzeba zmniejszyć ilość sosen:)Kobeą jestem zachwycona i muszę ja posiać przy altanie, tylko pewnie muszę dać ziemi ogrodowej bo na tej kwaśnej nie wyrośnie.Wianki wijesz cudne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo z tymi postami to u mnie różnie.

      Żal mi Twojej Kaczorówki, że taka osamotniona i cicha. Nasz domek ogrodnika jest całoroczny, siedzę se w ciepełku w pidżamce, przy uchylonym oknie, bo za ciepło, po prysznicu, z mokrą głową ... i odpowiadam Ci na komentarz ... a przed oczami mam widok Twoich niebieskich okiennic i nocną tęczę, i Twoje radośnie wyciągnięte ręce do niej ...

      Kobea musi byż wysiada wcześnie luty/marzec, ja kupuję na giełdzie kwiatowej, tę na tutejszym bazarku, moje, osobiście wysiane w szlarence, zaczęły właśnie mieć pąki kwiatowe i ...zmarzły.

      Na florystykę mam coraz mniej czasu.

      Buziaki na dobranoc

      Usuń
    2. To muszę o tym zapamiętać i na Bronisze się udać w odpowiednim czasie:) Albo Kaczorówkową sąsiadkę poprosić o wysianie rozsady:) W grudniu będę robić warsztaty w Szczytnie to odwiedzę to moje małe biedactwo, sikorom słoniny zawiozę, nad Zyzdrój pójdę, chciałabym zobaczyć Kaczorówkę w śniegu, ale ponoć do końca grudnia ma go nie być. Nie widać Twojego nowego postu, nie wiem czemu.......

      Usuń
  10. Po prostu cud marzenie :-))) te eleganckie słoiczki pięknie przyozdobione, te wijące się po murze rośliny, mleczne lawendowe kubeczki, dynie... i wszystkie inne fantasmagorie :-))))cuda!!! Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dominiko, słodka Dominiko!
      Kocham Cię za te komplementy :)

      Buziam, jak mawia moja florystyczna przyjaciółka

      Usuń
  11. Zachwycam się jak zwykle!
    Słoiki, etykietki, cuda!
    Piękno oswojone i całe wagony ciężkiej pracy ...
    Pozdrawiam i podziwiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magduś, uwielbiam Twoje metafory, lubię Cię czytać na różnych blogach ...
      Ślę całusy na dobranoc

      Usuń
  12. piękny wianuszek i piękne zdjęcia, do zobaczenia na obiadku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, dzięki, obiadek był pychotka.

      Usuń
  13. Niedawno usiłowałam znaleźć przepis na tę słoiczkową marchew, a tu daleko szukać nie trza było :)
    Jakie piękne opakowania przetworów, jakie piękne kubeczki... ach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę nadrobić zaległości z Marszewskiej, bo wiesz, że uwielbiam Cię czytać, poruszasz w człowieku nostalgiczne struny, skłaniasz do zadumy, Twoje podróże w przeszłość są fascynujące.

      Usuń
  14. Witaj :)
    Teraz ja z oficjalną wizytą i nie wierzę ja wczoraj o kluchach i Ty o kluchach , często podczytywałam u Ciebie , oglądałam piękne kompozycje kwiatowe ; te przetwory w słoikach ozdobione jak panny na wydaniu , mnie byłoby szkoda je otwierać , tak pięknie opakowane , widzę że i u Ciebie zagościły mandarynki ,na wiosnę jak nic będą maluchy :) Serdecznie pozdrawiam Mazurską krainę Ilona oczywiście będę oficjalnie zaglądać .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomidorowa Ilonko,
      kiedyś już byłam na Twoim blogu, ale nie zachowałam linka, no i nie miałam mandarynek. Wczoraj byłam u Ciebie dłużej i jestem pełna podziwu dla Twojej zagrody. Z Sammym miałaś niezłe jazdy. Czy wszystko OK?

      Nie bardzo wiem czym karmić te mandarynki, może mi coś podpowiesz? Póki co dawałam im płatki kukurydziane, musli, otręby namoczone w wodzie z mlekiem i pieczywem, bo to miałam pod ręką. Wczoraj ugotowałam im owsiankę, podałam z namoczonym chlebem. Mąż wsypał im ziarno pszenicy, ale bez entuzjazmu ją traktują. Są b. dzikie i uciekają na drugi brzeg stawu, jak się zbliżamy. Mają budkę z kładką do niej, ale nie mamy pojęcia czy w niej w ogóle bywają. Narażone są na niebezpieczeństwo lisa i drapieżnego ptactwa, gdyż siedlisko jest otwarte z każdej strony, nie ma żadnego ogrodzenia. Może jednak zrobić im wolierę?

      Mandarynki to pomysł mojego męża i szwagra, który ma liczne ptactwo, ponad 200 szt., ale jest to ptactwo mniejsze; mandarynki od jego znajomego hobbysty. Szwgier zajmuje się ptactwem wiele lat i wiem, jak trudno o dobrego weterynarza do ptaków. Niemniej doświadczenie ma spore, przeszedł wiele ze swoimi podopiecznymi. Często w ich chorobie działał intuicyjnie, często z panią weterynarz razem leczyli "na czuja", bo dawkowanie leków tak małym stworzonkom nie jest proste. Ma również wśród ptactwa inwalidów, którzy doskonale radzą sobie bez łapki czy skrzydełeka.
      Mówisz, że będą małe? Już się boję czy sprostamy.

      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
    2. Droga Jolando
      U nas mandarynki przez pierwsze dni nie jadły przynajmniej nie widzieliśmy , ale już jedzą a więc otręby też daję ale również pszenicę , owies łuskany , makaron , namoczony chleb, kartofle ugotowane , ostatnio kupiliśmy do wszystkich ptaków zmielone różne zboża z dodatkiem witamin na zimę .
      Moje kaczki są w wolierze , ale , będą wkrótce w swojej na oczku wolierze z odpowiednimi domkami , fajnie Twoje tak luzem wyglądają mają dużo przestrzeni ale ja bym się bała tak bez ogrodzenia , nawet kot może je skrzywdzić w swoim naturalnym środowisku mandarynki śpią na drzewach w pierwszym dniu u nas jak bażanty powskakiwały na drzewo , taki instynkt .
      Tym bardziej powinny być ogrodzone jak przyjdą młode to wszelakie drapieżniki z sroką na czele mogą je zniszczyć a szkoda by było masz jedną z ciekawszych a co za tym idzie droższych odmian więc licho nie śpi :) Mandarynki również są monogamiczne więc pełen romantyzm :)
      Pozdrawiam gorąco i cieszę się że mamy wspólne tematy :) Ilona

      Usuń
    3. Dzięki wielkie Ilonko.
      Prowizorycznie mają kawałek ogrodzony siatką przed np. kotem, jak piszesz.
      Nie wiedziałam, że są takie romantyczne, ha, ha.
      Jeszcze raz dziękuję

      Usuń
  15. Ależ bym takiego szczura zjadła. Prostota jest najlepsza.
    Kubeczki cudnej urody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gaju te już zjedzone, ale może następnym razem kurierem wysłać?
      Jesteśmy zatem w kontakcie.

      Usuń
  16. Szczury, ale akuratna nazwa dla kluchowatych; napatrzyłam się na Twoje cudności, lawendowe kubeczki, wianuszki, zapasy spiżarniane i kwitnącą kobeę, jesteś bardzo pracowita, jak mrówka ... napasłam oczy i jadę z nowym zapałem do chatki; jeśli ptactwo domowe, to już chyba stacjonarnie trzeba być w gospodarstwie; pozdrowienia serdeczne ślę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marysiu, dzięki, ale mróweczką raczej nie, za dużo siedzę w necie, to cholerny pożeracz czasu. Wertuję net, bo sprawdzam przepisy na przetwory, wertuję go na choroby roślin czy ich pielęgnację, na hodowanie chociażby mandarynek, szukam inspiracji wszelakich, szukam jednego a przy okazji wpadam na inne ciekawostki ...

      Jestem na siedlisku więcej niż w Warszawie, niemniej myślę, że mandarynki chyba wytrzymają be nas kilka dni, jak i kot. No chyba, że mąż uszczęśliwi mnie kolejnym inwentarzem; coraz częściej słyszę o świnkach wietnamskich ...

      Usuń
  17. Jolu, pięknie i smacznie u ciebie. Chylę czoła nad waszą pracą w ogrodzie. Plony bogate i z szacunkiem przetworzone.
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło, że zajrzałaś.
      Dziękuję.

      PS. Godzina wpisu mnie lekko zszokowała.

      Usuń
  18. Jolcia, dałaś czadu z przetworami! Piwnica zapewne wygląda bosko - ja uwielbiam takie widoki :)
    A "szczury", kurka, nazwa kiepska, ale smakowicie to brzmi :) spróbuję, musi być pyszne :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  19. Kamciu jesteś niemożliwa z tym gotowaniem i próbowaniem. Ale szczurki polecam.
    Ja to z gotowania jestem LEŃ w porównaniu z Tobą.
    Też uwielbiam patrzeć na przetwory, zioła, uwielbiam słoiczki, słoje i dorodne płody rolne.
    Ale naleweczek u mnie niet,a u Ciebie widziałam, piękne kolory miały i zapewne smakowite.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak nalewek? No kochana! Na wiosnę sadź malin ile wlezie, porzeczkę czarną i przyszła zima nie będzie Wam straszna :)
      Buziaki :**

      Usuń
  20. ja to podziwiam jeśli ktoś tworzy takie przetworowe cuda. sama jestem leń patentowany i w życiu nie zrobię żadnego słoika. inna sprawa, że przez wiele lat tworzyłam i zamykałam w różne pojemniczki, butelki, słoiki. odpoczywam od tego, w ogóle odpoczywam. miłego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa ja też odpoczywam, tylko trochę inaczej.

      Usuń
  21. Ależ pięknie tam u Was!!! Przetwory przecudne, a ten krem z dyni - muszę koniecznie spróbować, KOCHAM dynie w każdej postaci :)
    Na wiosnę sama zakładam ogród warzywny i sieję całe zagony dyni! :)
    Dziękuję za odwiedziny i dobre słowo :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Szkoda jesionu. Ale jak mus, to mus. My jeszcze staramy się ratować naszą rozłupaną lipę. Arborysta ocenił, dał zalecenia. W lutym fachowa przycinka i zobaczymy...
    Szkoda, że okres ogrodowy się kończy. Będziemy tęsknić, prawda? A na kobeę chyba się skuszę w przyszłym roku:-)))
    Pozdrawiam serdecznie
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Asiu, będziemy tęsknić za letnim ukwieconym ogrodem. I świeżą bazylią do pomidorów, i dymką do jajecznicy. I śpiewu słowika, i żabiego kumkania ...
      Ale jeszcze przed nami uroki zimy, też jest piękna !!

      Usuń
  23. Jolando, powtórzę za innymi komentującymi - jesteś tytanem pracy i basta ! Wspaniałe przetwory, piękne wianki! Mandarynki cudne, jak z bajki. Świnki wietnamskie odradzam, sąsiad miał i z ulgą powitał ich ucieczke na wolność ( jedna "zadała" sie z dzikiem i urodziła maluchy, które potem tez uciekły). No, ale jak mąz się uprze, to nie ma rady :DDD. Serdecznie pozdrawiam !
    Ania z Siedliska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - dzięki, czytałam mężowi Twój komentarz, może go na trochę ostudzi.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  24. Jolando pokazujesz same smakowitości, na ich widok ślinka cieknie. Zawitałam na twój cudny blog przypadkiem i chyba zostanę na dłużej. Tak tu pięknie i smakowicie.

    OdpowiedzUsuń
  25. Zapraszam do Moczarów po wyróżnienie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, dzięki serdeczne. Jesteś kochana, wiem, że się powtarzam, ale okazywania uczuć nigdy dość.
      Buziaki

      Usuń
  26. cudne aranżacje na blogu. U nas też pełno przetworów ;-)
    Szkoda drzewa. Przy starych siedliskach zawsze sadzono jesiony, u nas też rosną. W jego miejsce posadźcie nowe drzewo, żeby tradycji stało się zadość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym mojego męża słyszała :)
      Serdeczności wiele
      na sobotę i niedzielę, ha, ha.

      Usuń
  27. Piękne okoliczność przyrody. Aż miło popatrzeć, pozazdrościć i... poinspirować się :-) pozdrowienia serdeczne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawno u WAS nie byłam, muszę zajrzeć, jak żyjecie.
      Miałam problemy z netem i nie tylko.
      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń