jo-landia

Odgruzowujemy je powolutku, głaszczemy każdą cegłę, kamień, z namaszczeniem podchodzimy do nadgryzionej
zębem czasu deski, belki czy okucia.
Nie jest naszym zamiarem stworzenie skansenu, ale marzymy o stworzeniu własnego, niepowtarzalnego miejsca,
gdzie chętnie będzie wpadać nasza dzieciarnia z wnukami, nasi przyjaciele.
Gdzie przydomowy warzywniak roztaczać będzie zapach ziół i kopru, gdzie dzieciaki będą mogły biegać na bosaka
(a uwielbiają !) i zrywać owoce prosto z sadu;
gdzie wiejski ogród będzie przypominał moje dzieciństwo z Podlasia, w którym nie zabraknie malwy, niezapominajki,
smagliczki, floksów, goździków brodatych, etc.
Będę zbierała grzyby, robiła przetwory, nalewki, ... a w międzyczasie dekoracje ślubno-weselne, bo bez tego jednak
nie potrafiłabym żyć.

czwartek, 23 lutego 2017

Wigilia Tłustego Czwartku



Co kilka dni piekę coś słodkiego ... Niech już nadejdzie ta wiosna, bo w drzwi się nie zmieszczę.
Dobra babcia, dobra mamcia, dla wnuczków, dla dzieci, dla męża, dla sąsiadów, znajomych, ale sama chętnie sięga po te łakocie, niestety.
Dzisiaj tort Pavlova, bo wcześniej wykorzystane żółtka do tiramisu, które uwielbia wnuk, który z nami spędza ferie na Mazurach. Owoce z Biedry ( truskawki i maliny, pochodzenie - Hiszpania, no comments, puszka brzoskwiń). Było pysznie. Świat nabrał słonecznych kolorów, radośnie o pracach wiosennych z sąsiadami przy torcie prawiliśmy, tryskaliśmy humorem, choć za oknem deszczowo i szaro-buro. Resztki śniegu płyną z pól, błoto straszne, grzęsko na naszych drogach dojazdowych, Czarny Staw rozlał się  w wielkie jezioro, aura nie sprzyja wycieczkom w plener, a chętnie z wnukiem byśmy pofocili.
Taki deser poprawia samopoczucie bez dwóch zdań. Też tak macie?


Pavlovą robię z przepisu Werandy Country:


Wiem, jak ważne jest pieczenie i suszenie. Najlepiej udaje mi się w piekarniku starej kuchenki Amika, jaką mamy na mazurskim siedlisku. Piekę z termoobiegiem. Na kratce rusztu, wsuniętej w połowie wysokości piekarnika, kładę bezpośrednio papier z bezą, bez żadnej foremki.

Sztandarowym ciastem jest napoleonka. Uwielbiają ją wnuki, uwielbia mój mąż, synowe, synowie i inni też, uwielbiam i ja. Ciasto nieskomplikowane, szybkie i tanie.
Dopisałam modyfikację kremu w ubiegłorocznym przepisie, który był na blogu.

Ta w wersji walentynkowej:



Z utęsknieniem czekamy na Panią Wiosenkę.


Już coś drgnęło:


Choć tydzień temu było bardziej zimowo niż wiosennie.







I w lesie:




Zdjęcia mojego 11-letniego wnuka, którego chciałam zainteresować przyrodą i od razu chwycił bakcyla - zdjęcia robione z automatu, ale przyznać musicie, że ma chłopak oko. Ptaki robił przez okno, ja kręciłam się po domku, ale plenerowe robił sam na sam i z sarnami, zmrożoną siatką i w drodze po zakupy z dziadkiem. Niestety pogoda teraz nie dopisuje.
























I nasze wierzby przy wjeździe na siedlisko okiem małego fotografa:


Do kolejnego razu Kochani.
 

piątek, 3 lutego 2017

Ornitolog zza szyby



Witam po przerwie.
Od wigilii jestem chora, jeszcze na dobrą sprawę nie doszłam do siebie. Co było lepiej, to jechałam na Mazury, a tam rozkładałam się na dobre. Może i lepiej, bo przynajmniej wnuków nie częstowałam świeżynką wirusową czy też inną zarazą.
Nie interesował mnie internet, telefon, nawet czytać mi się nie chciało.
Momentami, gdy temperatura spadała, budziłam się do życia, z nadzieją, że już wychodzę na prostą, chwytałam aparat, bo za oknem Domku Ogrodnika wiele się działo. Regularne dokarmianie ptactwa, to chmary głodomorów. Wieści o dobrze zaopatrzonej stołówce roznoszą się momentalnie.
Mogłam obserwować ptaki zza szyby w pidżamce, przez szybę robiłam też zdjęcia.

Dzięcioł




Sójka




 Mazurek



 Sikora bogatka
 


 Sikora modraszka

 
 
Sikora uboga
 

 
 
 Sikora sosnówka

zakochałam się w tym małym rozczochrańcu
 
Kowalik
 

 
 

niestrudzony w noszeniu ziaren do spiżarni
 
Dzwoniec
 
 
 


dzwoniec z sikorkami
I takie widoki kojące:
 
 
 
Dla osłody trochę wiosny:

 


 
Zafascynował mnie ten owoc - smocze jajo, truskawkowa gruszka, czyli pitahaya,
zresztą w smaku całkiem, całkiem, choć w okresie rekonwalescencji zajadałam się mango, aromatyczne i bardzo soczyste - niebo w gębie.
 
 
Pierwszy zwiastun wiosny - kwitnąca leszczyna Contorta :)
 
 
Kochani - mam nadzieję na nadrobienie zaległości w blogosferze, bo już zdążyłam się zorientować, że wiele się u Was dzieje.
 
Do miłego. 
 
PS. Grażynce szczególne podziękowania za reklamowanie naszego karmnika. Buziaki wielkie kochana.
Karmnik świetnie się sprawdza do obserwacji, natomiast rzeczywiście, zdjęcia, mimo, że jest on transparentny, nie zachwycają. Karmniki na mazurskich oknach są oblegane przez ptaki, dosłownie ustawiają się kolejki do konsumpcji. Sikorki bogatki chwytają ziarno i prędko odlatują,  ubogie i np. mazurki lubią pogrzebać w serwowanym posiłku, kowaliki zaś wolą tradycyjne bary szybkiej obsługi, ale na uboczu.